Witaj na moim blogu!

KATEGORIE POSTÓW




Poszukaj na blogu:

Subskrybuj bloga!

Otrzymuj powiadomienia o postach pocztą elektroniczną. Jeśli chcesz się zapisać wystarczy wpisać swój adres
e-mail poniżej:



Co nowego? czerwiec i lipiec.

Co dla jednych jest podłogą, dla drugich jest sufitem.* Skończył się kolejny miesiąc. Następny w tym roku i w naszym życiu. Czas leci ...

wtorek, 1 sierpnia 2017

Co nowego? czerwiec i lipiec.

Co dla jednych jest podłogą,
dla drugich jest sufitem.*

Skończył się kolejny miesiąc. Następny w tym roku i w naszym życiu. Czas leci to jest fakt ale najważniejsze, żebyśmy byli zadowoleni z tego co udało się nam zrobić. Nic nie poradzimy na to, że czas mija (ostatnio mam wrażenie, że coraz szybciej) ale w dużej mierze mamy wpływ na to jak on mija. Mamy wpływ na nasze życie. Może ktoś powie, że nie zawsze, bo przecież jest praca i trzeba jakoś zarabiać pieniądze. Zgodzę się z tym, ale każdy ma też chwile dla siebie i czas wolny. Od nas zależy jak go wykorzystamy i czy będzie to kilka godzin spędzonych przed telewizorem na oglądaniu ogłupiających programów czy może chwila dla siebie i rozwijanie swojej pasji lub szukaniu ciekawych dla nas informacji. 


Co nowego działo się u mnie w czerwcu i lipcu?


  • Ukończyłam kurs szycia I stopnia. Uszyłam na zajęciach spodnie, spódnice i bluzkę. Uwielbiam moje spodnie, często w nich chodzę. Niestety teraz pogoda na to "nie pozwala" bo jest za gorąco. Jeśli chcecie dowiedzieć się jakie to spodnie śledźcie wpisy. Jeszcze nie dodałam zdjęć w nich ale na pewno zrobię to w przyszłości i poinformuje Was, że to ''te''.

  • Zwolniłam się z pracy w sklepie odzieżowym. Tak, niestety to nastąpiło. Bardzo lubiłam tamtą pracę, ale niestety czasami trzeba z czegoś zrezygnować, żeby robić coś innego. Na pewno pojawi się wpis o tym czego nauczyła mnie praca na takim stanowisku. 

  • Zdobyłam Giewont! Pisałam o tym tutaj.

  • Widziałam Bieszczady. Nie pisałam o tym. Była to bardzo spontaniczna podróż z moim mężczyzną. Pojechaliśmy na dwa dni, żeby odpocząć. Znaleźliśmy piękny hotel i naprawdę było warto. Bieszczady są piękne. Mam nadzieje, że kiedyś się zorganizuje i pójdę w te góry.

  • Byłam w Wiedniu. Może nie jest to coś co robiłam po raz pierwszy dlatego może niepotrzebnie o tym piszę ale dla mnie każdy wyjazd w to miejsce jest inny. Zawsze uda mi się zobaczyć coś nowego. Wpis o tym tutaj.

  • Zdobyłam Kasprowy Wierch. (oczywiście na nogach, a nie kolejką!) Dosłownie wczoraj wróciłam z Zakopanego. Razem z rodzeństwem i przyjaciółmi postanowiliśmy odwiedzić Tatry. Już jakiś czas planowaliśmy się wybrać w góry. Cieszę się, że w końcu się to udało. Chcecie wpis o tym?


Mam wrażenie, że brakuje mi jednego tygodnia. Jakby ktoś mi zabrał i cały czas nie mogę się wyrobić. Cieszę, się jednak, że umiałam zorganizować tak czas, że jestem z tych miesięcy naprawdę zadowolona. Mam nadzieje, że następne będą równie owocne jak te.

A co nowego u Was?



Założyłam grupę na Facebooku. Bardzo Was na nią zapraszam. 
Mam nadzieje, że będziemy się na niej motywować do działania i wspierać. 




* cytat: Zofia Nałkowska 

32

poniedziałek, 24 lipca 2017

Przemyślenia z WIEDNIA. Czy da się być minimalistą w wielkim mieście?

Odpręż się, oczyść umysł, zapomnij o wszystkim,
a odkryjesz w swojej duszy ogromny skarb.*

Wracam do Was z moimi przemyśleniami. Lipiec jest dla mnie miesiącem, w którym cały czas coś się dzieje. Czy narzekam? Może czasem, ale nie lubię tego uczucia. Pamiętam, że gdy były miesiące, w których nic się nie działo konkretnego w moim życiu to miałam wyrzuty sumienia, że "marnuje swój czas, swoje życie", a teraz gdy mam sporo do zrobienia narzekam. Staram się z tym walczyć, bo wiem, że takie życie mi odpowiada. Może potrzebuje trochę wytchnienia od tego zabiegania (szczególnie w lipcu...), na to też trzeba znaleźć czas. Ale po kolei.

Znacie to uczucie gdy wszystko dzieje się tak szybko, że zapominacie nawet co tak naprawdę się dzieje? Ja poznałam. Niby zrobiłam dużo, ale gdyby nie zdjęcia i mój Instagram to chyba bym o tym (tak bez zastanowienia) nie pamiętała. Ostatnio złapałam się na tym, że mój znajomy zapytał się mnie jak było w Tatrach, było to dokładnie kilka dni po tym jak wróciłam z "małego wypadu" w Bieszczady z moim chłopakiem. Odpowiedziałam znajomemu, że nie byłam w Tatrach tylko w Bieszczadach. Zapomniałam o tym, że spełniłam swoje marzenie i zdobyłam Giewont. Trochę mnie to przeraziło, że po chwili dopiero przypomniałam sobie o Tatrach. To chyba już zmęczenie i naprawdę wyładowanie baterii. Mam nadzieje, że już mnie takie coś nie dopadnie. Chcę dużo przeżywać, chcę podróżować i zdobywać nowe doświadczenia. Chcę jednak o tym wszystkim pamiętać i cieszyć się tymi chwilami. 

Nie chcę, żeby kolejne doświadczenia w moim życiu zmazywały szczęście, które czułam przeżywając te poprzednie "małe wydarzenia".


Jak to się stało, że znalazłam się w Wiedniu? Jak śledzicie mojego bloga od dłuższego czasu to zapewne znacie odpowiedz. (Ciekawa jestem czy jest ktoś taki! Przyznajcie się.). Mam kuzynkę w tym pięknym mieście i mogę od czasu do czasu spędzić tam kilka dni. 

Wiedeń to bardzo tętniące życiem miasto. Cały czas ktoś gdzieś pędzi i cały czas czuć w powietrzu pośpiech ludzi. Ja średnio lubię takie życie dlatego po prostu lubię odwiedzać to miasto ale nie chciałabym w nim żyć na stałe. 


W stolicy Austrii jest tyle do zrobienia, że tak naprawdę nie raz nie wie się co wybrać. Chodząc ulicami Wiednia zastanawiałam się nad tym jakie możliwości mają osoby, które tam mieszkają. Jest tyle opcji co zrobić ze swoim życiem. Tyle szkół, tyle sklepów, tyle ciekawych miejsc.

Wróćmy może do głównego tematu, bo jak zawsze rozpisuje się a nie przechodzę do tego o czym chciałam pisać i Wam opowiedzieć. Jeśli mnie obserwujecie to wiecie, że interesuje mnie minimalizm. Nie uważam, się za mega super minimalistkę, ale uważam, że jest to dobra droga do tego, żeby cieszyć się tym co się ma i dostrzegać małe rzeczy. 

Co ma do tego Wiedeń?
Jest to miasto, jak już pisałam, bardzo energiczne i z mnóstwem możliwości. Jak więc w takim miejscu być minimalistą? Czy w ogóle się da? Dopadły mnie takie pytania podczas podróży. Wiele miejsc odwiedziłam ponownie, jak zawsze zrobiły na mnie wrażenie. Odwiedziłyśmy również różne sklepy, których nie ma w Polsce albo po prostu "były po drodze". 

Jednym z takich sklepów był Primark, dla wielu jest to sklep w którym można się zaopatrzyć w przeróżne ubrania bo jest tanio. Co prawda są tak fajne rzeczy, ale niestety niektóre ładnie wyglądają tylko na zdjęciach. Jakość w tym sklepie nigdy mnie nie powaliła. Fajnie są tam rzeczy do domu, kocyki, kubki i różnego rodzaju akcesoria, aż żal nie kupić. Strasznie się biłam z moimi myślami i uważałam na to co kupuje. Zadawałam sobie pytanie "czy naprawdę jest mi to potrzebne?". Skończyło się na tym, że nie kupiłam nic, ale muszę przyznać, że byłam bardzo bliska kupienia kolejnej pomadki do ust bo była "w dobrej cenie".  


O wiele trudniej moim zdaniem być minimalistą w takim mieście. Na każdym kroku kuszą nas różne rzeczy i miejsca. Czasami ciężko jest nam się powstrzymać przed kupnem czegoś, bo w danej chwili wydaje nam się, że tego potrzebujemy.

Wydaje mi się, że jest to spowodowane również tym, że "inspirujemy" się ludźmi, których spotykamy. Każdy jest inny i może ta różnorodność sprawia, że uważamy, że nam czegoś brakuje. Najważniejsze to zdać sobie sprawę z tego jacy jesteśmy i czym tak naprawdę kierujemy się w życiu. Bezmyślne wydawanie pieniędzy na kolejne niepotrzebne rzeczy jest bezsensowne. Nie sprawi to, że poczujemy się lepsi (chociaż może przez chwile tak być). Ciężko w wielkim mieście się wyróżnić i może właśnie to sprawia, że trudno pozostać minimalistą. 



Moja odpowiedź na pytanie w tytule brzmi: Tak, ale nie jest to łatwe. 




* cytat: Paulo Coelho

20

czwartek, 13 lipca 2017

Zdobyłam Giewont! #spełniammarzenia

To, co widzimy zależy w głównej mierze od tego,
co chcemy zobaczyć.*
Znowu to zrobiłam! Spełniłam kolejne marzenie. Zdobyłam Giewont. Od dawna o tym marzyłam, szczególnie będąc w Zakopanem i patrząc na "Śpiącego Rycerza". Zawsze chciałam wyjść na ten szczyt. W końcu mi się udało. Co innego jest tylko patrzeć na górę, a co innego jest na niej być. 


Najważniejsze to robić to co o czym się marzy; codziennie spełniać jakieś jedno ze swoich małych marzeń. Wiadomo, że nie można codziennie zdobywać szczytów czy latać samolotem ale najlepiej zacząć od tych małych rzeczy, które zawsze chciało się robić, a później będzie już tylko coraz prościej. Ja mam wiele "małych marzeń", z których niektórzy z Was pewnie by się śmiali. Są to takie "marzenia", które dla innych są codziennością np. chciałabym przejechać się taksówką (nigdy nie miałam takiej okazji). Dla niektórych może to być MEGA dziwne, a dla mnie jest to jakiś malutki cel, który wiem, że kiedyś zrealizuje. Oczywiście mogłabym teraz zamówić sobie taryfę i gdzieś pojechać, nie widzę problemu, jednak to nie o to w tym wszystkim chodzi. Spełniam swoje "małe marzenia" przy okazji innych rzeczy. Wtedy to jest mega piękne i sprawia mi wielką radość. 


Ale jak to się stało, że patrzyłam z Giewontu na Zakopane? Było to trochę spontaniczne, jak już wiele wypraw w moim życiu. Rodzeństwo mojego chłopaka zorganizowało wycieczkę do wspomnianego wcześniej miasta i postanowiliśmy zdobyć ten szczyt. Proste? Tak się wydaje. Jednak sama wyprawa na Giewont już taka nie była. To kilka godzin wędrówki po górach, żeby później wspinać się po łańcuchach na upragniony szczyt (kto był ten wie). Swoją drogą ta ostatnia cześć najbardziej mi się podobała. Chyba jednak jestem dziwna i jak to mówią, lubię robić wszystko odwrotnie niż inni. Wielu drżało na samą myśl o wspinaczce, a ja weszłabym tam jeszcze raz!

Na początku wyjechaliśmy na Kasprowy Wierch (tak wiem mogliśmy wyjść ale trudno 😂 ). Po wyjechaniu w mgle, zastanawialiśmy się czy cokolwiek będziemy w stanie zobaczyć niż tylko drogę przed sobą. Na szczęście mgła była tylko przejściowa i jak widać na zdjęciach nie było tak źle. Powiedziałabym nawet, że miejscami dodawała uroku pięknym górskim krajobrazom.  


Byliśmy na górze wcześnie rano więc mieliśmy nadzieje, że później pogoda się poprawi. Tak też się stało.

Idąc już w kierunku upragnionego szczytu nie raz musiałam się zatrzymać, zmęczenie to jedno ale chciałam podziwiać te piękne widoki, a nie tylko iść do celu.

Jak to mówią "nie sam cel jest piękny ale podróż do niego". Zawsze staram cieszyć się małymi rzeczami, dla mnie ta wędrówka była jedną z nich.



Ciekawa jestem jakie Wy macie do tego podejście, szczególnie można to zauważyć w górach, czy cieszy Was tylko zdobyty szczyt czy może cała podróż?



Warto czasami zobaczyć to co zostawia się za sobą i zobaczyć, że to również jest piękne. Niektórzy idą przez życie nie oglądając się za siebie, a może właśnie czasami trzeba zatrzymać się i spojrzeć na to co było już piękne w naszym życiu? Powinniśmy doceniać to co już było, żeby tak samo umieć cieszyć się z tego co nasz czeka. Takie przemyślenia przychodzą mi do głowy gdy patrzę na to zdjęcie, które dodałam wyżej. 


A co przed nami? Nigdy nie wiadomo. U mnie w górach były to "piękne zwierzątka". Te cudowne kozice stały nam na drodze jednak później, gdy podeszliśmy postanowiły troszkę się oddalić i wyszły na górę. Czasami nie spodziewamy się tego co może nas spotkać tak samo w górach jak i w życiu. 


Jak widać na załączonym "obrazku1" widoczność miejscami była praktycznie żadna. Nie podawaliśmy się i szliśmy dalej z nadzieją, że zobaczymy nasze ulubione Zakopane z góry.  Bliżej Giewontu było już znacznie lepiej. Zawsze trzeba mieć nadzieje. 




O to dowód, że byłam na Giewoncie. Znowu widoczność była zerowa ale wystarczyło poczekać kilka minut i było o wiele lepiej. Trzeba być cierpliwym.









Pięknie prawda? W drodze powrotnej moje nogi praktycznie odmawiały mi już posłuszeństwa ale dałam radę. Kilkudniowe zakwasy co prawda nie należą do najprzyjemniejszych rzeczy pod Słońcem ale dało się przeżyć. (Pomińmy fakt, że byłam "z tymi zakwasami" na weselu). 

Uf, ale się rozpisałam. Coś ostatnio mało mnie tutaj, może to dlatego. Jak już pisać to porządnie!



 Quebonafide ft. Young Lungs - Między słowami 
* cytat: John Lubbock 
11

poniedziałek, 26 czerwca 2017

"On miał dać wolność dziś jest jak kajdan."

Daję siebie w kawałkach. Obcym w kawałkach.
Z każdym kawałkiem mam cały świata.*

Dawno mnie tutaj nie było. Wiem o tym, ciekawe czy ktoś się stęsknił (taki żart). Mam banalne wytłumaczenie, które tak naprawdę nie tłumaczy nic ale muszę o nim opowiedzieć. Tak by wypadało. Po prostu mam dużo na głowie i nie miałam czasu praktycznie na nic. Musiałam wybrać pomiędzy ważnymi dla mnie rzeczami. Blogowanie odstawiłam na dalszy plan, nie chciałam pisać byle czego i byle jak.


Strasznie dużo się u mnie pozmieniało. Przez ostatnie miesiące cały czas coś się zmienia. Już powoli nie nadążam za tym wszystkim. Mam nadzieje, że się wszystko kiedyś ustabilizuje, chociaż sama nie wiem czy tego chce.

Chyba jest dobrze. Cały czas coś się dzieje, tylko czasami mam wrażanie, że jest tego za dużo. Przeraża mnie fakt, że jest tyle możliwości i mogę tyle zrobić, a tak naprawdę sama nie wiem za co się najpierw zabrać. Może powiecie, że za dużo narzekam, że to nie w moim stylu ale trudno. 

Miałam spełnić jedno z moich marzeń, a jak już byłam blisko jego spełnienia stwierdziłam, że chyba tak naprawdę nie jest to moje marzenie. A może to po prostu był lęk "przed spełnionym marzeniem"? Chociaż jak się dłużej nad tym zastanowić to naprawdę chyba możliwość (no dobra powiem Wam) zamieszkania w Krakowie, uświadomiła mi, że to chyba nie dla mnie. 

Mam wiele celów i marzeń w życiu. Jednym z nich jest podróżowanie. Bardzo chciałabym zwiedzić jak najwięcej, żeby później mieć piękne wspomnienia i co najważniejsze zainspirować się. Zdałam sobie sprawę, że mieszkanie w Krakowie mi tego nie da. Po prostu. Nie dałabym rady finansowo wszystkiego ogarnąć. Były pewne komplikacje. Już miałam podpisaną umowę wynajmu pokoju z moim chłopakiem (w mieszkaniu, w którym mieszkała sympatyczna studentka medycyny), ale niestety on później zmienił swoje plany i nie mógłby tam mieszkać dlatego musiałam zrezygnować. Drugie mieszkanie było tańsze ale też coś wyszło nie tak, dlatego stwierdziłam, że tak pewnie musi być. 

Najprawdopodobniej wyjadę, za granicę. Chociaż bardzo kocham Polskę. Kiedyś tutaj wrócę i tutaj założę rodzinę, Na razie mam zamiar odłożyć sobie dobre trochę kasy na przyszłość, wziąć porządnie za prowadzenie bloga i starać się rozwijać moją pasję o której już wiecie (niedługo kolejna nowość w tym temacie, oczekujcie wpisu!).


Wypadałoby chyba nawiązać do tytułu posta, bo tak trochę dziwnie o tym nie wspomnieć. Cytat pochodzi z utworu "W kawałkach" Palucha. Jak wiecie uwielbiam jego teksty. Chociaż ostatnio mam "fazę" na płytę innego rapera, o tym na pewno też Wam kiedyś napisze. (sprawdźcie na końcu wpisu).


Jako dziecko człowiek marzy o tym, żeby móc już mieć swoje pieniądze. Wydaje się nam wtedy, że będzie tak super, będziemy przecież mogli kupić sobie wszystko to o czym zawsze marzyliśmy. Jako dzieci nie raz nie rozumieliśmy tego jak rodzice nie chcieli nam czegoś kupić. Przecież są dorośli i mają pieniądze. Już jako dorośli zdajemy sobie sprawę, że to nie jest takie proste. I chociaż wydawało się, że pieniądz da nam wolność to tak naprawdę jest jak kajdan i nie raz krzyżuje nam nasze planu i pomysł na życie.  Tak w skrócie. 

Trzymajcie się i mam nadzieje, że Was nie zanudziłam. 



cytat: Paluch - W kawałkach 
➧ Quebonafide ft. PlanBe - Kawa i xanax 

20

czwartek, 1 czerwca 2017

Co nowego? #maj


Zawsze wydaje się, że coś jest niemożliwe,
dopóki nie zostanie to zrobione.*

Rusza nowa seria postów! Mam nadzieje, że się Wam spodoba. Ja już na samą myśl jestem podekscytowana. Będzie mi mega miło gdy za jakiś czas wrócę do tego co tutaj napisałam i zobaczę co udało mi się zrobić nowego akurat w maju. Ciekawa jestem czy takie posty przypadną Wam do gustu.

Zauważyłam, że bardzo dużo się u mnie ostatnio dzieje. Cieszy mnie to ogromnie! Nie chciałabym o niczym zapomnieć dlatego takie wpisy będą dla mnie formą pamiętnika. Tak dużo się nie raz w naszym życiu dzieje, że tak naprawdę nie mamy czasu, żeby zastanowić się co udało nam się osiągnąć.

Zainspirowana facebookowymi wpisami Asi (Style Digger), które dotyczą "fajnych rzeczy zrobionych przez ostatni tydzień" postanowiłam pisać na swoim blogu o rzeczach, które zrobiłam po raz pierwszy w minionym miesiącu. Jesteście ciekawi co udało mi się zrobić?

  • Skończyłam weekendowy kurs szycia dla początkujących.
    Pisałam o tym tutaj.
  • Na kursie o którym pisałam wyżej uszyłam spódnicę, możecie o tym przeczytać tutaj.

  • Zjadłam zapiekankę na Kazimierzu w Krakowie. Jest tam taki wybór, że naprawdę ciężko było mi się zdecydować. Zawsze chciałam spróbować i w końcu mi się to udało.

  • Znalazłam fajny pokój do wynajęcia w Krakowie i mam nadzieje, że będzie mi się tam fajnie mieszkało.

  • Rozmawiałam z Asią Glogazą przez telefon. Miałam taką możliwość ponieważ wykupiłam jej internetowy kurs jako jedna z pierwszych 10 osób. Naprawdę byłam bardzo szczęśliwa. Czeka mnie jeszcze jedna taka rozmowa. Jest to rozmowa typowo na temat kursu, Asia jest naprawdę bardzo pomocną i rzetelną osobą. Strasznie dobrze mi się z nią rozmawiało!


A Wy co zrobiliście po raz pierwszy w maju?


* cytat: Nelson Mandela

7

środa, 24 maja 2017

#cojaszyje czarno na białym. Spódnica.

Sprytna osoba rozwiązuje problem.
Mądra ich unika.*
Cześć! Mam nadzieje, że fajnie mija Wam tydzień. Ja dzisiaj odpoczywam, mam wolne od pracy i nadrabiam zaległości w blogowaniu oraz staram się ogarnąć sprawy na które najzwyczajniej nie mam czasu gdy chodzę do pracy. Znowu zaczynam pisać o tym o czym nie powinnam (przecież nie o tym miał być ten post!), ale taka już jestem. 

Dobra! Zaczynam. Chciałam Wam dzisiaj pokazać moje cudeńko, które sama uszyłam. Tak! W końcu coś uszyłam i mi się to tak podoba, że w "tym" chodzę. Wiem, że nie jest to super dopracowana spódnica i że osoby, które szyją długo znajdą niedociągnięcia. Pocieszam się tym, że każdy kiedyś zaczynał i jak na pierwszą (dokończoną!) rzecz, którą uszyłam nie jest tak źle.


Ciekawa jestem co myślicie. Wiecie dobrze, że lubię szczerość dlatego piszcie śmiało! Może troszkę opowiem jak to się stało, że uszyłam taką spódnice. W poprzednim poście pisałam Wam o kursie na który chodziłam. Właśnie tam ją uszyłam! Jestem naprawdę z niego zadowolona. Mam zamiar nadal rozwijać się w tym kierunku (bo jak myślałam) bo bardzo się w to wkręciłam. Strasznie mi się to podoba. 


Ciekawa jestem czy za kilka lat, gdy wrócę do tego wpisu będę umiała o wiele więcej i będę ze wzruszeniem wspominać swoje "początki'. Tak naprawdę, to dziękuję Wam, że jesteście ze mną i mnie wspieracie. Fajnie jest mieć takie osoby (chociaż w internecie), które cieszą się z moich małych sukcesów i mnie wspierają. Dziękuję. 





Dużooo się u mnie ostatnio dzieje! Sama czasami tego nie ogarniam. 

Do następnego wpisu! 


* cytat: Albert Einstein 
22

niedziela, 14 maja 2017

Kurs szycia dla początkujących. #spełniammarzenia

Im większy odnosisz sukces, tym więcej musisz poświęcić tego co kiedyś posiadałeś.*
Właśnie wracam z kursu dla osób, które chcą zacząć szyć. Postanowiłam napisać coś na "świeżo" dlatego pisze to w notatkach w telefonie, żeby potem wkleić do wpisu. Musze przyznać że w końcu spełniam swoje marzenia. Bo marzenia są po to żeby je spełniać, samo nic się nie zrobi.



Może w końcu opowiem coś o tym co się ostatnio u mnie dzieje bo tylko cały czas coś wspominam, ale żadnych konkretów. Wiem że jest kilka osób, które wspierają mnie w tym co robię. Uwielbiam Was za to. Mega jest czuć, że to co robię na blogu (i w życiu!) kogoś interesuje i ze mam duże wsparcie. Jestem zdania, że nasza motywacja i podejście do zadań jest zależne od nas i tylko my many na to wpływ ale miło jest czuć Wasze wsparcie.

Kurs trwa jeszcze jutro, jest to weekendowe spotkanie dla osób, które jak już wspominałam, chcą nauczyć się podstaw szycia. Coś dla mnie. Niby coś tam już umiem, ale lepiej jak ktoś mi to w głowie poukłada tak jak być powinno.

Na razie jestem bardzo zadowolona! Uczymy się teorii ale przede wszystkim obsługi maszyny do szycia oraz podstawowych szwów, fastrygi, obszyć itp... dla mnie też na razie brzmi to skomplikowanie. Wiem, że obserwują mnie tez osoby które z szyciem mają już do czynienia długo. Pewnie jest Wam wesoło czytając moje "nieumiejętne nazewnictwo".

Moje życie ostatnio jest w ciągłym biegu, cały czas coś robię. Szczerze? Pasuje mi to! Strasznie lubię czuć wieczorem to że nie zmarnowałam dnia. Musze jednak przyznać, że sama po sobie widzę ze potrzeba mi odpoczynku i w końcu muszę to zrobić. To jest tak samo ważne jak sama praca nad sobą.

Mam jeszcze jeden plan i jeszcze jedno marzenie ale o nim opowiem w późniejszym czasie. Muszę jednak powiedzieć, że jeśli będziecie skłonni mi pomóc na pewno "doczytacie" się o co chodzi.  Jeśli macie chwilkę proszę o odpowiedzenie na kilka pytań w ankiecie poniżej. Jest to dla mnie bardzo ważne. Liczę na Was. 

ANKIETA



A co u Was słychać?



* cytat: Jonathan Carroll
12

wtorek, 9 maja 2017

#mystyle czerwona sukienka

Człowiek składa się ze wszystkich chwil swego życia, ze uczuć, z pamięci o wszystkich ludziach.*


Ogromnie się cieszę, że udało mi się zrealizować moje postanowienia. Zapisałam się na dwa kursy, o których na pewno Wam niedługo opowiem. Mam nadzieje, że jesteście ciekawi. Jestem mega zadowolona z tego co udało mi się zaplanować na najbliższy miesiąc. Oby wszystko było dobrze. Trzymajcie za mnie kciuki!





Przy okazji chcę Wam pokazać moją sukienkę, którą miałam na sobie podczas wesela znajomych. Prosta i można powiedzieć, klasyczna. Długo takiej szukałam, aż w końcu znalazłam ją w jednym z niepozornych butików. 

Kupujecie często sukienki? Macie swoje ulubione sklepy?
Wolicie kupować online czy w stacjonarnych sklepach?


* cytat: Stanisława Fleszarowa-Muskat

12

środa, 3 maja 2017

Zamek Orawski na Słowacji.

Podróże mają magiczną moc uzdrawiania duszy. *
Jak fajnie jest w końcu napisać post! W końcu się za to zabrałam. Mam tyle zaległości, że aż sama nie mogę uwierzyć. Mam pomysły i plany na wpisy ale najzwyczajniej w świecie nie mam czasu, żeby usiąść i w spokoju napisać. Jak wiecie nie chce pisać byle jak i o byle czym dlatego, jak możecie zauważyć, ostatnio posty pojawiają się rzadziej. Mam zamiar zmienić to w maju! Bardzo lubię do Was pisać i jest mi naprawdę miło gdy czytam Wasze komentarze. Widzę, że jesteście ze mną i podoba się Wam to co robię. Bardzo dużo to dla mnie znaczy.

Nie przedłużając już tego jakże ciekawego wstępu, chciałabym przejść do dzisiejszego tematu. Jakiś czas temu mój mężczyzna wpadł na pomysł, żeby odwiedzić to ciekawe miejsce na Słowacji. Oboje bardzo lubimy zamki i uwielbiamy podróżować. 

Tym razem padło na Zamek Orawski. 
Zamek na Słowacji, górujący nad miejscowością o nazwie Orawskie Podzamcze. Wznosi się na skale, 112 metrów nad lustrem rzeki Orawy.

Nie udało się nam wejść do środka zamku ponieważ trafiliśmy akurat na sezon gdy był zamknięty. Nie żałujemy jednak! Fajnie było zobaczyć chociaż jego mury, robią wrażenie. Może kiedyś uda nam się tam wrócić i zwiedzić go również wewnątrz. 

Muszę przyznać, że wcześniej nie interesowałam się jego historią ale przygotowując się do napisania tego wpisu przeglądałam informacje zamieszczone na Wikipedii. Bardzo zaciekawiła mnie legenda dotycząca jego powstania, jeśli Was również interesuje zapraszam do przeczytania, a jeśli nie to wystarczy pominąć.



→ Kto Postawił Zamek Orawski? Było to dawno, dawno temu, kiedy to niejaki Marek przyszedł na Orawę w miejsce, gdzie obecnie stoi orawski zamek. Popatrzył na stromą skałę i pomyślał, że nawet gdyby potrzebował pomocy diabła, to wybuduje tu zamek. Gdy to tylko pomyślał, odezwał się koło niego głos, który mu przyrzekł pomoc przy spełnieniu jego marzeń. Jednak pomoc nie miała być za darmo. Wiadomo – każdy czart chce za swą pomoc cyrograf na duszę osoby, która tę pomoc otrzymuje. Marek się trochę wystraszył czarta, ale nabrał odwagi, bo pomyślał, że może diabłu nie uda się do końca spełnić warunków umowy. Umowa opiewała na to, że za siedem dni i siedem nocy zamek ma stanąć, a diabeł wtedy będzie mógł przyjść po jego duszę po siedemdziesięciu latach. Czart przystał na Markową ofertę i zabrał się z werwą do roboty. Pracował ciężko, włóczył głazy całymi dniami i nocami, ale musiał uważać, aby budowla mu nie wpadła do rzeki, płynącej poniżej Orawy. Skała zamkowa była wysoka i nachylona w jedna stronę, a głazy potrzebne do budowy musiał przynieść z daleka. Marek z obawą doglądał pracę diabła i powstające mury zamku. Bo im bardziej bryła budowli rosła, tym większe miał obawy co do tego, że jednak będzie musiał iść do piekła. Wtedy to zwrócił się do Pana Boga i zaczął go prosić, aby go przed tym uchronił. Czart stawiał dalej i już się cieszył, że przysporzy piekłu jeszcze jedną duszyczkę. Kiedy jednak kończyła się siódma noc, zamek był prawie gotowy tak, że pozostało już niewiele do zakończenia. Czart chciał jeszcze jeden wielki głaz donieść, ale gdy przybliżał się do zamku, ostatkiem sił dźwigając głaz, usłyszał pianie koguta, oznajmiające ranek ósmego dnia. W gniewie na zmarnowaną szansę na duszę rzucił skałę do wody, gdzie została do dziś, a ludzie nazwali ją Markową Skałą. A Markowi pozostało skończyć zamek własnymi już siłami. Inna legenda, o której wspomina Andrzej Komoniecki, w pisanej przez siebie kronice miasta Żywca „Chronografia albo Dziejopis Żywiecki” przypisuje budowę zamku templariuszom, aczkolwiek jej nie przytacza. źródło: Wikipedia

Uwielbiam takie spontaniczne wyjazdy. Cieszę się, że mam taką możliwość i podróżuje. Czasami wystarczy tylko dobry pomysł i można fajnie (i nie drogo!) spędzić dzień, zamiast leniuchować w domu. Co prawda, nie twierdze, że leniuchowanie jest w stu procentach złe (bo każdy powinien od czasu do czasu odpocząć!) ale podróżowanie daje mi mega satysfakcję i uczucie, że coś ciekawego udało mi się zrobić. Po takim dniu super mi się zasypia bo wiem, że był on dobrze spędzony.


Zapraszam Was na mojego Instagrama oraz Snapchata, osoby, które mnie obserwują już wcześniej widziały gdzie byłam. Jest ktoś kto obserwuje mnie na tych kontach? Jestem bardzo ciekawa.

Mam nadzieje, że fajnie spędzacie majówkę. Ja odpoczywam i mam się dobrze.


* cytat: Martyna Wojciechowska
22

wtorek, 25 kwietnia 2017

Święta, święta i po świętach... o tym czym dla mnie są święta.

To nie to, co masz, ani to, kim jesteś, ani to, gdzie jesteś,
ani co robisz czyni Cię szczęśliwym bądź nieszczęśliwym.
Chodzi o to, o czym myślisz.*
Stwierdziłam, że to najwyższy czas (albo raczej ostatni dzwonek!), żeby napisać tego typu post. Święta mieliśmy tydzień temu, wiele przygotowań do tych dni, które (jak to większość ludzi uważa) szybko przeleciały. Święta to magiczny czas, czas dla rodziny i dla samych siebie. Czas na refleksję nad swoim życiem i nad tym co jest naprawdę dla nas ważne. 

W tym roku, jak i w kilku poprzednich latach, odwiedziłam Lipnice Murowaną w Niedziele Palmową. Odbywa się tam konkurs palm. Naprawdę jest klimatycznie i czuć polską tradycję. Polecam każdemu! Nie tylko można zobaczyć ręcznie robione palmy ale także można zjeść i kupić regionalne (polskie) produkty. Uwielbiam ten klimat.

Z góry przepraszam wszystkich wegan i wegetarian za to co za chwilę zobaczą. Pozostałych naprawdę zachęcam do spróbowania. Kiedyś też uważałam, że smalec jest niedobry i ogólnie 'ble' ale gdy tylko spróbowałam od razu go polubiłam. Od czasu do czasu bardzo lubię zjeść, szczególnie w takich super okolicznościach. 

Post udostępniony przez . ᴍᴀʟɢᴏʀᴢᴀᴛᴀ ᴛᴏᴍᴀʟᴀ . (@malgorzatt_)


Czym dla mnie są święta?


Odpowiedz, nie jest zbyt oczywista. Już kiedyś pisałam podobny tekst na moim blogu. Tak mi się wydaje, że było to rok temu i zdjęcia (lub zdjęcie) również było z Niedzieli Palmowej.

Święta dla mnie są czasem, jak już pisałam na początku, na refleksję nad samym sobą. Na tym czym tak naprawdę jest dla nas życie i po co tak naprawdę żyjemy. Jest to czas również dla najbliższych i dla spędzenia z nimi trochę czasu bo jak wiadomo, w codziennym życiu nie raz o tym zapominamy. Warto postarać się aby święta były takim czasem na który będziemy czekać. Święta to nie tylko ozdoby i jedzenie, to przede wszystkim klimat jaki każdy z nas powinien czuć w domu. Mam nadzieje, że u Was tak było.

Jeśli mam być szczera, to o wiele bardziej czuje klimat w Święta Bożego Narodzenia niż te, które obchodziliśmy niedawno. Wiem o tym, że Wielkanoc jest dla nas chrześcijan o wiele ważniejszym świętem ale mimo wszystko bardziej czuje rodzinną i pełną refleksji atmosferę w grudniu. Takie moje przemyślenia. Ciekawe czy również tak macie. A może bardziej lubicie Wielkanoc?


Życzę Wam miłego dnia!


* cytat: Dale Carnegie 
5